REKLAMA

poniedziałek, 27 lutego 2017

Niebezpieczne związki. Nowy film Xaviera Dolana [recenzja]

Nowy film Dolana mnie nie zachwycił, ale pozostawił po sobie coś, co nie pozwala o nim zapomnieć. To klasyczny dramat: jedność czasu, miejsca i akcji. Gra aktorska wymagała solidnego przygotowania, bo trzeba było zagrać gestem, mimiką no i nauczyć się kilku ładnych wersów. Chapeau bas dla Vincenta Cassela za scenę podczas podróży samochodem. Oś filmu to trudna sprawa, z którą niemal codziennie boryka się każdy z nas, bez względu na szerokość geograficzną. Rozmowy z rodziną bywają często trudne, zwłaszcza gdy relacje z najbliższymi są solidnie zaburzone. 


Nie był w domu od 12 lat i nagle postanowił odwiedzić rodzinę. Główny bohater przyjeżdża do siostry, matki, brata i jego żony ni stąd, ni z owąd, by oznajmić im, że umiera. Jest młodym pisarzem w sile wieku. Ma 34 lata i piszą o nim wszystkie poczytne magazyny literackie. Jest gejem. 

W domu dowiaduje się, że wszyscy śledzą jego poczynania i że na pocztówki z oszczędną treścią czekają z utęsknieniem. Że dobrze wygląda, ale także że pomimo młodego wieku jest głową rodziny. Jest coś takiego, co nazywa się wiekiem dojrzałości emocjonalnej. Matka twierdzi, że jest dorosły, że cała rodzina pokłada w nim nadzieje, a on przyjechał się tylko pożegnać, powiedzieć (pewnie po raz ostatni) "dowiedzenia". Nie powiedział. 

Zabrakło mu odwagi? A może wygodniej było zapewnić wszyskich, że będzie przyjeżdżał częściej, że młodsza siostra uzależniona od marihuany będzie mogła go odwiedzić kiedy tylko będzie chciała, że umówi się wreszcie z bratem na obiad, by domówić kwestie sporne narastające między nimi latami. Nie zrobił tego, bo w związku (podobno) liczy się szczerość. Trudno się rozmawia wprost, jeśli nie masz wypracowanych stałych, dobrych relacji, jeśli nie wiesz kiedy pewnych pytań się nie zadaje, a kiedy przywalić z grubej rury. Na to pracuje się latami. On ten czas spędził poza domem. Spełniał się. Czy stracił rodzinę? 

Dolan nie odpowiada na te wątpliwości wprost i to jest mocna strona twórczości młodego Kanadyjczyka. "To nie jest koniec świata" jest mocno przedramatyzowany, przegadany, miejscami nudny, a wręcz nużący, ale chcesz dotrwać do końca tej historii i zastanawiasz się, czy wreszcie Louis powie, że umiera. Może zrobi to w innym życiu? 




7/10

Brak komentarzy: