REKLAMA

poniedziałek, 21 listopada 2016

Nieudane polowanie na superksiężyc

Wow! Superksiężyc już jest! Jedyny w swoim rodzaju. Wielki jak nigdy dotąd, a przynajmniej nie za życia większości z nas. W tej całej stercie bzdur i ja znalazłem coś pociągającego. Pojawienie się tego zjawiska astronomicznego potraktowałem jak zabawę z fotografią. Wpadłem na szalony pomysł, który wcale taki szalony w końcu nie był, ale zamiast złapać superksiężyc w kadrze, złapałem katar, moja Alfa spaliła trochę paliwa, a ja sam do dziś czuję niesmak. Musiałem zadowolić się tylko kilkoma fotami supersłońca wschodzącego ponad buldożerami pracującymi przy Obwodnicy Ostrowa Wielkopolskiego. 


Szalony pomysł polegał na...

Obłędnej ogniskowej, albo przynajmniej uzyskaniu maksymalnego powiększenia. Mam swojego Canona 550D i w takich przypadkach cieszę się, że jest tam matryca APS-C. Crop wynosi aż 1.6x, więc po pożyczeniu canonowskiego obiektywu 100-400 oraz extandera 2x uzyskałem zoom - przynajmniej w teorii - odpowiadający ogniskowej 1260mm. Ale to tylko teoria. Praktyka okazała się powalająca, bo nawet statyw nie poradził sobie z utrzymaniem w ryzach tego zoomowego potwora. Znalazłem w ustawieniach aparatu opcję "Blokowanie lustra podniesionego" (tak a propos znajdziecie go w 550D w MENU - Funkcje indywidualne (C.Fn), która to opcja miała pozwolić mi wyeliminować stuknięcie lustra. Zapakowałem też wężyk spustowy. 



Zoom przyznam potężny: pozwolił mi sięgnąć daleko i gdyby superksiężyc mi się objawił, to na pewno spróbowałbym go złapać, ale widziałem go przez zaledwie ... 30 sekund. Potem była już tylko mgła, chmury, mgła, chmury i mgła. 

Kto rano wstaje...

Obudziłem się po 4:30. Sprawdziłem dzień wcześniej o której zachodzi księżyc - pogoda nie pozwoliła na obserwację naszego satelity 14 listopada (właśnie wtedy tarcza miała być "największa" od 70 lat), więc powiedziałem sobie, że spróbuję go złapać jeszcze na horyzontem, jak już będzie się chował. Takiego udało mi się złapać kolejno 12 i 13 listopada zaraz po wschodzie. 

Zdjęcia z 12 listopada. Canon 550D + 28-135 Ultrasonic. 


Pojechałem pod wiatraki w Ostrowie Wielkopolskim (ul. Wylotowa - Pruślińska). Było jeszcze ciemno. W oddali zauważyłem, że lekko rozstępują się chmury, więc wyciągnąłem statyw, ustawiłem aparat żeby strzelić fotkę i ... księżyc schował się za chmurami. Dupa. Nagle patrzę, a idzie jakiś Pan z domu Brata Alberta (Schronisko dla bezdomnych mężczyzn). Grzecznie zapytał co robię, jak odpowiedziałem, że poluję na księżyc, on że w takim razie musi być dość blisko ziemi, skoro "taki duży", a ja ripostując, że ma jednak jakieś pojęcie w tym temacie. Pożegnaliśmy się. Pojechałem dalej. Zaczęło świtać. Wtedy dopiero dostrzegłem, że władam potężnym zoomem. Oj bardzo potężnym. Choć minimalna wartość przesłony, jaką mogłem użyć to 11, nie przeszkodziło mi to w kilku testach. 

Ogniskowa 400 + 2x extander, przesłona 13.
Gdy teoretycznie miałem już wszystko ustawione, powoli zaczynał się wschód słońca, a chmury się rozchodziły, rozpocząłem przygotowania do zdjęć.

W tle widać jak się przejaśnia. iPhone 6s
Stopniowo oddalały się chmury, ale nadal przeszkadzała mi mgła. Widać było, że ta napiera w stronę miasta od wschodniej strony. Chmury przesuwały się w przeciwnym kierunku. Była wciąż nadzieja, że księżyc wyłoni mi się gdzieś na zachodzie, a że byłem akurat w najwyższym punkcie miasta, to że zobaczę go jeszcze zanim zajdzie i że będzie to piękny widok z miastem na pierwszym planie. Nagrałem nawet timelapse.



Nic z tego. Przeszkadzała wciąż ta pieprzona mgła. Dodatkowo zaczęło wschodzić słońce, zatem skupiłem się już wyłącznie na szukaniu dobrego kadru i próbę uchwycenia tego ciała niebieskiego.

iPhone 6s

iPhone 6s

Canon 550D + 100-400 + 2x

Okazała tarcza zaczęła wznosić się ponad budowaną Obwodnicą Ostrowa Wielkopolskiego. Kilka kaderków zrekompensowało mi długie czekanie. Oprócz kataru i supersłońca ponad obwodnicą, z superksiężyca nic nie wyszło. Nie zawsze musi wyjść. Nauczka była. Miłego oglądania.








Brak komentarzy: