REKLAMA

poniedziałek, 3 lutego 2014

Choinkowy dylemat (felieton)

Przed Bożym Narodzeniem stajemy przed wielkim dylematem: choinka żywą, czy sztuczna? Drzewko z lasu ładnie pachnie i przypomina dzieciństwo, ale ma jedną poważną wadę - po kilku tygodniach nastręcza nam kilku uciążliwych zmartwień. "Wyrzuć, czy zostawić"? "Jak długo jeszcze wytrzyma?". "Jak ruszę, to opadnie cała...". "Jeszcze tydzień…". Felieton zamieszczony na portalu wlkp24.info. 



Przygotowując się do tego felietonu zaczerpnąłem fachowej wiedzy. Na kilku stronach polskich parafii znalazłem aż trzy daty, kiedy teoretycznie "można" pozbyć się bożonarodzeniowego drzewka. Pierwsza ku temu okazja jest już 6 stycznia, w święto Trzech Króli. Druga następuje już w tydzień po. Zagorzali fani pachnącego drzewka czekają jednak aż do 2 lutego, czyli do święta Ofiarowania Pańskiego. Mam wrażenie, że w przypadku wielu polaków kalendarz liturgiczny nie ma większego wpływu. Rządzi pragmatyka.

To, czy będziemy nieustannie potrzebowali odkurzacza, by posprzątać wokół wigilijnego drzewka zależy w dużej mierze od gatunku choinki. Poczciwy świerk, choć najbardziej popularny, zdecydowanie przegrywa w tej kwestii z jodłą. Właściciele tego pierwszego muszą się prędzej czy później liczyć z tym, że w pewnym momencie drzewko zacznie zwyczajnie usychać. Jedną ze szkół jest metoda kompletnej hibernacji: wszyscy w domu mają przykazane, że do choinki pod żadnym pozorem nie należy się zbliżać, a złamanie tego zakazu będzie karane miotłą i szufelką. Druga metoda polega na tym, że każdą igiełkę zamiatamy na bieżąco. Obie mają zalety i wady.

Nieważne, którą z nich wybierzemy w pewnym momencie nadchodzi ta chwila. Drzewko jest już na tyle uschnięte, że aż prosi się o wyrzucenie. I tutaj znów dylemat. Nabrudzić w jednym miejscu, czy szybko zbiec po schodach gdzieniegdzie zostawiają kupki z igłami. Tylko co jeszcze dalej? Pociąć ją i wrzucić do kosza, czy zostawić gdzieś, aż sama opadnie i wtedy będziemy mieli pewność, że się nie skaleczymy igłami. Można zzielenieć…. Ostatecznie można też wsadzić choinkę do doniczki i gdy zachodzi taka potrzeba przemieszczać drzewko wedle uznania. To dobry pomysł.

W Warszawie wpadli na równie dobry: „zużyte” choinki odbierane są przez Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania i tam spalane w specjalnych piecach. Ciepło, które powstaje w procesie utylizacji drzewka rozsyłane jest z powrotem w sieć. Ot taki pomysł, kogoś kto na pewno nie urwał się z choinki.











Brak komentarzy: