REKLAMA

poniedziałek, 6 lutego 2012

Czy podczas seansu można zmarznąć? Na "Końcu Rosji" można.

Po raz kolejny w ramach projektu "Polska światłoczuła" do Ostrowa Wielkopolskiego przyjechała ekipa filmowa. Tym razem z dokumentem, choć śmiało można go podpiąć pod fabułę. "Koniec rosji" w reżyserii Michała Marczaka to historia 19-letniego Alekseja - rekruta, który trafia do jednego z 12 "przystanków" granicznych w Rosji. Miejsce odludne, surowe, tajemnicze..... Daleko na północy, gdzie stacjonują pogranicznicy jest zimno, ciemno i do domu daleko. Życie kilku oficerów straży pogranicznej opiera się na patrolowaniu granic Rosji i wypełnianiu sobie wolnego czasu różnego rodzaju zabawami. Raz jest to wspólne śpiewanie, raz głupia zabawa w ganianie prawie na golasa po śniegu. Aleksej przechodzi tam swoisty chrzest. Inni strażnicy mówią mu, że "trafił do najlepszego miejsca, do jakiego mógł". Tam nie ma typowej wojskowej fali. Starsi stażem, stopniem i doświadczeniem strażnicy uczą kadeta sztuki przetrwania. W jednym ze sprawdzianów kopie sobie prowizoryczne igloo w grubej warstwie śniegu i spędzam tam 30 godzin. Tym zdobywa uznanie swoich kolegów. Jak napisał ktoś na serwisie filmweb - są oni takimi dobrowolnymi Syzyfami. Chodzą nieustannie do słupka granicznego, by sprawdzać czy ktoś nie przekracza granicy ich matki Rosj. Od początki istnienia tego typu placówek nie było w nich żadnej interwencji. 

fot. Polska Światłoczuła

Na ścianach w domu strażników pełno jest narodowych emblematów. Na zdjęciach często pojawia się np. zdjęcie Władmira Putina oraz innych prominentnych władców Rosji. Żołnierze mają dostęp do prądu, który zapewnia im agregator. W tak niedostępnym miejscu nie ma zasięgu telefonii komórkowej. To swoisty azyl dla tych ludzi. Jak dowiedziałem się po seansie "Końca Rosji" od samego reżysera Michała Marczaka, trafiała tam inteligencja, która została wyklęta ze społeczeństwa przez różne życiowe zawiłości. Dla niektórych to coś w rodzaju kryjówki, daleko, daleko od cywilizacji, daleko od świata. Parafrazując powiedzenie jednego z bohaterów dokumentu: "Nie każdemu dane jest stąpanie po granicach matki Rosji". 

Realizacją tego dokumentu zajął się Michał Marczak, reżyser młodego pokolenia. Pomagał mu Maciej Cuske, który także był wczoraj gościem kolejnego spotkania w ramach "Polski światłoczułej". Quasi-dokument, bo właściwie tak należałoby go określić, ma swoich aktorów. Sporo scen zostało zaaranżowanych, choć wszystko wygląda wyjątkowo realistycznie a postaci zachowały choć odrobinę autentyczności. Film, razem z dokumentacją, powstawał 2 lata. Zdjęcia, o ile dobrze zantowałem, zrobiono w około 5 miesięcy. 

Teraz kilka moich wrażeń. Cały dzień spędziłem na kilkunastostopniowym mrozie. Kiedy zobaczyłem te mroźne kilmaty północy Rosji trzęsłem się z zimna przez cały seans. To coś dla mnie dotąd niespotykanego. Ciekawe doświadczenie. Film zrealizowany w przystępny sposób.  Ekipie nie u

Seans filmu odbył się w Ostrowskim Centrum Kultury przy ulicy Wolności 2 w Ostrowie Wielkopolskim. Po filmie w kawiarence na dole miała miejsce dyskusja z twórcami filmu.


Brak komentarzy: