REKLAMA

niedziela, 30 stycznia 2011

Projekt Ostry Emade - Złodzieje zapalniczek [2010] (recenzja)

"Złodzieje zapalniczek" to jeden z najnowszych projektów hip-hopowych ostatnich miesięcy i druga zarazem płyta sławnego duetu producentów Ostrego (Adama Ostrowskiego) oraz Emade (Piotr Waglewski). Po pierwszej odsłonie, czyli albumie POE "Szum rodzi hałas" z 2005 roku oczekiwania były wielkie. Czy tym razem POE zasługuje na uwagę? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie. 
Po raz pierwszy recenzując (bądź raczej starając się zrecenzować) album Ostrego, będę chyba musiał powiedzieć, co tak naprawdę mnie boli. To dla mnie ogromnie trudne, ale być może dorastam do pewnych stwierdzeń, czy też szeroko rozumianej wrażliwości muzycznej i artystycznej (w pojmowaniu dzieła jako całości - czytaj tutaj płyty CD). Zachęcam do przeczytania mojej subiektywnej oceny najnowszego albumu Ostrego i Emade "Złodzieje zapalniczek".



Ostry boi się zestarzeć, ale niestety powoli mu się to udziela. Generalnie zastrzeżenia do albumu mam po kątem idei, samego procesu twórczego a raczej pomysłu na album i jego wykonania. Kiedy na oficjalnym kanale YouTube Asfalt Records pojawiły się wywiady, podczas których Ostry i Emade tłumaczyli się jak powstawał ich nowy krążek, byłem bardzo zaciekawiony, co wkrótce pojawi się na sklepowych półkach. Muszę przyznać, że swoją plastikowością, ale konkretnym przekazem ich poprzedni i pierwszy zarazem album "Projekt Ostry Emade (Szum rodzi hałas)" z 2005 roku zyskał w moich oczach wiele. Był to bodaj pierwszy raz, kiedy to Ostry rymował do cudych bitów. Wyszło to wszystko bardzo przyzwoicie. Trzeba również zauważyć, że "Projekt Ostry Emade" powstał po "Jazzurekcji" (2004 r), która powiedzmy sobie szczerze kończyła erę jazzu w twórczości Adama Ostrowskiego, a przed "7", która była początkiem ery MPC u Ostrego. "POE" była więc dla Adama pewną odskocznią od codziennego bycia producentem i ucieczką w cudze podkłady ze swoim przekazem. To też dowód na dojrzałość tego polskiego rapera.


Jak już mówiłem wiadomość o nowym projekcie duetu producentów (Ostrego i Emade) przyjąłem z wielkim zaciekawieniem. Premiera albumu odbyła się 1 grudnia 2010 roku. Jak już także artykułowałem największy wpływ na moją recepcję samego pomysłu wydania tego albumu miał wywiad na oficjalnym kanale YouTube. Już tłumaczę dlaczego. 

Jak sami twórcy stwierdzili pomysł na album zrodził się na tak zwanym spontanie. Ostry i Emade zagrali razem koncert. Emade przygotował wtedy kilka podkładów a Adam stwierdził, że napisze do tego swoje wersje tekstowe.

"Już w tydzień po koncercie płyta była przez Adama zrobiona. Ja właśnie skończyłem ją miksować" - mówił w wywiadzie na kanale YouTube Asfaltu Emade.


Znany m.in. z produkcji bitów i płyt swojego brata Fisza ("Polepione dźwięki" 1999 oraz "Na wylot" 2001) Emade chwalił w nim Ostrego jako rapera dobrego "technicznie".

"Adam poza tym, że ma fajne teksty, jest kolejnym instrumentem, jakby prowadzącym solowym instrumentem"  - dodał Emade. 

"Adam na dobry, brudny głos, który pasuje do tych zachrypiałych bitów" 

Bardzo zburzyło mnie natomiast zdanie Ostrego, który stwierdził, że nie pamięta (jeszcze) swoich tekstów. Mówił w tym wywiadzie, że powstały one w tak krótkim czasie, że nie pamięta o czym tam rapuje. 

"Płyta powstała w trzy dni, w trakcie prowadzenia samochodu, niektóre teksty w ogóle nie powstały, powstały w kabinie w trakcie nagrywania. Wszystko było nagrywane do szafy, więc tak naprawdę mogę powiedzieć, co mój manager powiedział (wydawca - pierwsza osoba i najbardziej wiarygodny recenzent, który jest mega-krytycznie ustosunkowany do wszystkiego) - "Masakra, zajebiste i świeże" - ale to nie są moje słowa. Nie wiem jak się do nich ustosunkować. Cieszę się, że sobie zapracowałem w te trzy dni, że mnie Marcin docenił".

Ostry mnie trochę zawiódł. O ile bardzo chwaliłem sobie ostatnią jego płytę, która była nagrywana od wielu lat - "Tylko dla dorosłych" (2010) (więcej przeczytacie w mojej recenzji na tym blogu), o tyle tutaj muszę powiedzieć, że Ostry nie podszedł do nagrywania tej płyty zupełnie poważnie. Mnie, jako wieloletniego słuchacza i wiernego kolekcjonera jego płyt, słowa wypowiedziane w tym wywiadzie lekko dotknęły. Płyta nagrana w trzy dni? Czy to ma znaczyć, że została przygotowana ze względów komercyjnych? Żeby zarobić kasę? A może jeszcze i gorzej: Czy została przygotowana po łebkach? Byleby powstała? To podejście lekko niepoważne? Artysta ma prawo do robienia czegokolwiek, ale ja jako słuchający oczekuje, że dobry artysta przykłada się do swojej pracy i czuję, że w efekt końcowy włożył wszystkie swoje siły. Podczas ostatniego albumu "Tylko dla dorosłych" takie odczucia miałem. Po zwiastunie nowego "POE "Złodzieje zapalniczek" niestety nie. Czuję pewien niesmak. Plytę oczywiście kupiłem i poniżej zamieszczam wrażenia po jej dogłębnym wysłuchaniu. 


Bity

Jak sam Emade powiedział: Bity na nowym projekcie "Złodzieje zapalniczek" nawiązują do starszej szkoły robienia bitów. Wszystko oparte jest na samplach, niekiedy bardzo klasycznych, niekiedy nowoczesnych zakrawających o pewną plastikowość utworów. Emade tłumaczył, że przed podejście do nowego "POE" nie miał za wiele styczności z samplowaniem. Przyznał także, że album jest nieco bardziej melodyjny od poprzedniego (przyp. red. POE "Szum rodzi hałas"). Trzeba przyznać, że faktycznie płyta nie jest aż tak bardzo plastikowa, jak jej poprzedniczka, a co za tym idzie jest też bardziej "brudna". Coś w tym jest, bo syntezatory na "Szum rodzi hałas" wydawały się bardzo czyste, niemal klarowne, wszystko podane jak na tacy.

Teksty

Może i sobie przeczę, ale bity pisane na szybko przez Ostrego i tak są świeże. Dotykają znów bardzo aktualnych problemów takich jak polityka, showbiznes czy religia. Jak zawsze usłyszymy nazwiska znanych polskich osobistości, w powiedzmy sobie szczerze, niezbyt miłych okolicznościach językowych. W utworze "Nadzieja" Adam wspomina dość słynną aferę z EPO i Kornelią Marek podczas ostatniej olimpiady. W tym samym numerze słychać nazwisko Agnieszki Chylińskiej, której głos pasuje do techno, co stanowi widoczną aluzję do ostatniej "dyskotekowej twórczości" wokalistki. Ostry nie omija także polskiej szarej rzeczywistości - zarobków.

Na uwagę tekstowo zasluguje moim zdaniem kawałek "Twarz". Wydaje się, że jest bardzo osobisty, taki od serca. Ostry ujawnia po raz kolejny rąbek siebie, mówi o rodzinie, swojej kondycji, znajomych, kolegach.... Twarz to zarazem pewna alegoria.

"Nie odejdę stąd" - to jeden z kawałków promujących płytę. Poznaliśmy go jeszcze przed jej wydaniem. Zapowiadał niezły materiał, choć w moim odczuciu płyta w rzeczywistości okazała się o wiele bogatsza pod kątem muzycznym i poniekąd tekstowym. "Nie odejdę stąd" - to także twórcze credo Ostrego, który po raz kolejny mówi, że nie ma zamiaru uciekać ze sceny "pod byle pretekstem". Zapowiada przecież płytę z Rysiem Peją.

"No kto?" - po raz kolejny Ostry mówi o kobietach, mówi o tym, by zastanowić się zanim wybierzemy sobie żonę.

Wydanie


Płyta, którą kupiłem jest w digipacku. Wydanie solidne, jak zawsze zresztą w Asfalt Shopie. Trochę gruba, nie pasuje do mojego stojaka na płyty, ale jakoś ją tam wcisnąłem :D. W środku dwie płyty: jedna z muzyką i tekstem, druga tylko z muzyką (wersje instrumentalne kawałków).

Podsumowanie:


1. Kolejna dobra płyta Ostrego, zwłaszcza że bardzo klasyczna w bitach i zrobiona przez Emade.
2. Adam zmień podejście do robienia płyt. Wychodzi Ci to, bo jesteś geniuszem, ale niestety tracisz w oczach słuchaczy. 
3. Amen.




Traklista:

01. Wejście
02. Złodzieje zapalniczek
03. Nadzieja
04. Twarz
05. Nie odejdę stąd
06. Ty znasz ten stan
07. Nie szpan a szacunek
08. Szczery do bólu
09. No kto?
10. POE
11. Raj młodocianych bogów 2
12. Wyjście

Brak komentarzy: