REKLAMA

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Moja historia z "Plastic Beach" Gorillaz

Dawno nic nie pisałem, trochę się więc tego nazbierało...Chciałbym na początku podzielić się z Wami moją historią sprzed kilku miesięcy. Dotyczy ona płyty "Plastic Beach" zespołu Gorillaz. Sprawa jest generalnie śmieszka i sporo mnie nauczyła, ale o tym poniżej.

"Długo oczekiwany krążek. W końcu go mam"

Przed oficjalną premierą płyty (a miała się ona ukazać dokładnie 3 marca 2010) album o nazwie "Plastic Beach" pojawił się w Internecie. Wiem, że to wstyd targać muzę z netu, ale wyobraźcie sobie, że byłem tak podekscytowany tym wydawnictwem (powiedzmy szczerze: poprzedni album "Demon Dayz", według mnie, należał do jednego z najlepszych albumów mijającej dekady), że postanowiłem stargać go właśnie z netu. Płytę znalaźliśmy z kumplem gdzieś na torrentach chyba, nieważne. Podpisane "Plastic Beach" więc leciało w głośnikach. Nagrałem na płytę i słuchałem w radiu samochodowym. Wgrałem na ipoda i leciał w głośnikach podczas podróży autobusem. 


"What the f**k is that?!"

Pierwsze wrażenia po przesłuchaniu płyty? Wielki zawód. Kumpel z pracy, który także lubi twórczość Gorillaz - też był zawiedziony. Słuchałem płyty, słuchałem i w końcu się osłuchałem. Płyta zaczęła mi się podobać. 

"Rybka"

Kilka miesięcy później dostałem krążek z jakiejś okazji. Imieniny, urodziny - mało istotne. Przyszedłem do chaty i odstawiłem go na półkę zaraz pod "Demon Days". Jakiś czas później naszło mnie i pomyślałem: "Przesłucham sobie nowych Gorillazów w dobrej jakości". Wkładam płytę, słucham pierwszych kawałków, a tu zupełnie co innego, niż doświadczyłem wcześniej. Rybka. 

"Fake Plastic Beach"

Odpowiedziałem o tym kumplowi. Nie uwierzył. Puściłem mu płytę. Uwierzył. Na początku myśleliśmy, że w Polsce sprzedawane jest inne wydanie tej płyty - okładka ciekna bo JEDYNIE TEKTUROWA!!!! (tak tekturowa!). Pomyślałem więc: "Może mają nas za jakiś inny rynek i sobie jaja zrobili z Polaczków". Kumpel miał jednak całą dyskografię Gorillazów i co się okazało? Ktoś poskładał sobie nowy album "Plastic Beach" ze starych kawałków. Dołożył "Stylo", które wcześniej ukazało się na singlu i skompilował fake album. Skąd pochodziły kawałki? Głównie z albumu "D-Sides", którym był kontynuacją wydawanych (prawdopodobnie w Internecie) kawałków, które nie pojawiały się na płytach Gorillazów, bądź utworów w innych wersjach (remixy). 

"Nowa-stara Plastic Beach"

Jakież wielkie było moje zaskoczenie po tym, jak zacząłem słuchać nowej-starej "Plastic Beach". Wreszcie słyszałem Snoop Dogga, skojarzyłem też, że singiel "Superfast Jellyfish", który leciał w Polskim Radiu "Czwórka" jest tym singlem z tej płyty (dodam, że na tej pierwszej fake 'Plastic Beach" tego kawałka nie było). 

"Morał tej bajki...."

Jaka jest nowa płyta? Tego jeszcze nie wiem. Zostawiłem sobie ją do "dosłuchania". Właśnie zaraz zrobię sobie mały godzinny seansik muzyczny :) Czy mam żal do kogoś o coś? Na pewno nie do tego kogoś, kto zamieścił fake płytę w Internecie. Mogę mieć żal jedynie do siebie. Nabrałem się jak małolat - zamist sprawdzić od razu pochamiłem się na album z netu. W sumie  cała sprawa ma same pozytywy - poznałem głębiej dyskografię Gorillaz no i mam jeszcze kolejną płytę (tym razem tę właściwą "Plastic Beach") do przesłuchania (czytaj poznania). 

Życzę podobnych doświadczeń!
Pozdro!

Brak komentarzy: