REKLAMA

poniedziałek, 18 maja 2009

The Prodigy - Invaders Must Die (CD, Album) [2009]


Powiem szczerze - na ten album czekałem od 1997 roku! Wtedy to usłyszałem po raz pierwszy "Breathe" z niesamowitego albumu "The Fat Of The Land. Już wtedy uznałem, że rave (śmiało można określić ten gatunek muzyki jako rave, techno, breakbeat - to określenie pojawiło się później) to jeden z moich ulubionych gatunków. Sięgnąłem wtedy po ich poprzednie albumy:

"Experience" [1992]

oraz

"Music for the Jilted Generation" [1994]

Potem pojawiły się gorsze ich albumy, epki oraz remixy (po "The Fat Of The Land"), by w końcu bardzo słaby "Always Outnumbered, Never Outgunned" trafił do mych uszu. Bezsprzecznie poprzednie albumy były rewelacyjne! Ten niestety nie!


Jak na kanale "The Prodigy" na ogólnoświatowym serwisie YouTube pojawiły się zapowiedzi nowego albumu pomyślałem - to będzie kosa. Nie zawiodłem się! Płyta wydaje się być nagrana w najlepszym okresie twórczym ekipy złożonej z :

- Liama Howletta (założyciela grupy, DJ i głowa zespołu)









- Keith Flint (tancerz i wokalista)


- Maxim Reality (wokalista, pisze teksty)








---------------------------------------------------------------------------------


Tracklist:

1. Invaders Must Die
2. Omen
3. Thunder
4. Colours
5. Take Me To The Hospital
6. Warriors Dance
7. Run With The Wolves
8. Omen Reprise
9. World's On Fire
10. Piranha
11. Stand Up

01.

Album zaczyna się niesamowitym kawałkiem "Invaders Must Die". Początkowa gitarka zapowiada niezły muzyczny czad i tak w istocie jest. Mocne i ciężkie granie. W sam raz dla maniaków rewelacyjnego breakebeatu.

02.

Drugi kawałek "Omen" to dla mnie praktycznie nr 1 albumu. Katuję go na głośnikach od dawna i jeszcze mi się nie znudził. Łączy w sobie wszystkie najdoskonalsze cechy tego gatunku. Mocne brzmienie rave oraz hybrydową electronikę. Wicked!

03.

Trzeci kawałek "Thunder" przypomina mi kawałki z pierwszej płyty, gdzie głównym elementem utworu był wokal skontrowany niesamowitym i ciężkim brzmieniem ostrych bębnów.

04.

"Colours" kawałek nr 4 na płycie to już początek mainstreamowego grania "The Prodigy". Czuć w nim ducha współczesnej elektroniki pełnej idiotycznych dźwięków rodem z Amigi. Nie mówię, że nie są fajne, nie zrozumcie mnie źle. Po prostu jakoś mi nie podchodzą. Poza tym beat nie ma żadnych uchybień.

05.

"Take Me To The Hospital" zaczyna się jak jeden kawałek z drugiej płyty "The Prodigy" Sami sprawdźcie jaki :P. Jest to jednocześnie ukłon w stronę wytwórni, w której wydany został krążek "Invaders Must Die". Czyli właściwie ukłon w stronę siebie, gdyż wytwórnia "Take Me To The Hospital" jest wytwórnią "The Prodigy". Co nie zmienia faktu, że kawałek jest niesamowity. Znów możecie poczuć się jak podczas słuchania starych, dobrych krążków "Prodigy".

06.

"Warriors Dance" to jeden z najbardziej reprezentatywnych utworów na albumie. Pojawia się tam znów ten wokal - kobiety jakby Sandra :P Trochę dziwny, ale wchodzący beat rekompensuje wszystko. Warto obejrzeć też teledysk : "Warrior Dance"

07.

"Run With The Wolves" to jak dla mnie ukłon w stronę drum & bassu. Kawałek przypomina rewelacyjne produkcje "Pendulum" czy innych brytyjskich ekip drum & bassowych. Może ktoś zarzucić mi tutaj, że "Pendulum" nie są brytyjską grupą - to fakt. Każdy zgodzi się jednak, że UK to ojczyzna drumów!

08.

"Omen Reprise" to remix a właściwie podobny do oryginału remake. Taka karta przetargowa mówiąca o tym, że można zrobić to na kilka sposobów :)

09.

"World's On Fire" znów to czysty rave. Trochę denerwują wspomniane przeze mnie przy okazji kawałka "Colours" elektroniczne dźwięki.

10.

"Piranha" to znów powrót do najlepszych czasów chłopaków z Wielkiej Brytanii. Więcej w nim wokalu.

11.

No i ostatni, ale jak to mówią Brytyjczycy "Last, but not least" track "Stand Up". Jest jakby z innej płyty. Podkreśla to jeszcze bardziej prestiż tego krążka. Brzmi trochę jak niektóre kawałki "Fatboy Slima". Odbiega jednak znacząco od całości płyty.




Sumując : płyta "Invaders Must Die" na pewno przejdzie do historii muzyki tego typu jako klasyk. Może nie innowacyjna, bo chłopaki grają na swoim starym, rewelacyjnym poziomie, ale kontynuująca dobre korzenie "The Prodigy".

Brak komentarzy: